Dla Was piszę

16 czerwca 2013

Tonik Red Clover Neobio

Będąc dzisiaj na spacerze  moją uwagę przykuła kwitnąca czerwona koniczyna. Uświadomiłam sobie, że przecież używam kosmetyków z wyciągiem z koniczyny.
O kremie na dzień już pisałam (klik). Dzisiaj pora na tonik do twarzy red clover.
 
Zanim przejdę do kosmetyku, słów kilka o samej koniczynie. Znajduje ona zastosowanie w kosmetykach z uwagi na zawartość izoflawonów estrogennych. Estrogeny koniczyny są bardzo dobrze przyswajane przez skórę. Pozwalają zachować młodość. Seria kosmetyków z Red clover Neobio przeznaczona jest dla cery wymagającej 30+.
O toniku przeczytamy:
„Czerwona koniczyna w połączeniu z organiczną zielona herbatą działają na wymagającą skórę oczyszczająco i odświeżająco. Kompleks aktywnych składników organicznych stymuluje naturalne funkcje skóry i przygotowuje ją do użycia odpowiedniego kremu.
 Skład: Aqua (Water), Alcohol*, Glycerin, Parfum (Essential Oils), Maltodextrin, Dipotassium Glycyrrhizate, Camellia Sinensis Leaf Extract*, Trifolium Pratense (Clover) Flower Extract, Sodium Lactate, Lactic Acid, Citronellol, Linalool.
*z upraw biologicznych”

Moja opinia:
W toniku tym znajduje się alkohol. Nie należy się go obawiać. Ewentualne wysuszające działanie złagodzi gliceryna. Mojej cery mieszanej tonik nie wysuszył. Jest bardzo przyjemny w stosowaniu. Ładnie pachnie, kwiatowo. Nawet przyzwyczaiłam się do kwadratowej butelki.
 
Tonik działa przede wszystkim na cerę mieszaną oczyszczająco. Stefa T jeśli ją właściwie pielęgnuję nie dokucza mi już tak bardzo jak kiedyś. Ściągnięte pory to także zasługa tego toniku. Polubiłam bardzo ten tonik. Efektem tego jest drugie zakupione opakowanie. Tym razem w TK Maxx za 19,99 zł. Można tam czasami upolować dobre naturalne kosmetyki w rozsądnych cenach.
Kosmetyk posiada certyfukaty: BDIH, EcoControl.
 
Jakie są Wasze ulubione toniki? A może uważacie, że ich stosowanie zupełnie nic nie daje?
 

14 czerwca 2013

Płatki do demakijażu z bio-aloesem i bio-różą Logona

Kiedy wyjeżdżam służbowo staram się do minimum ograniczyć ilość zabieranych kosmetyków. Demakijaż wieczorem trzeba zrobić. Micel, olejek do demakijażu, tonik, płatki kosmetyczne. To za dużo. Znalazłam inny ciekawy produkt, który zastępuje mi wymienione rzeczy. Są to to płatki do demakijażu z bio-aloesem i bio-różą Logona.

Producent tak przedstawia produkt:
„Wyjątkowo delikatne płatki kosmetyczne z bio-bawełny łagodnie, ale dokładnie usuwają makijaż. Jednocześnie dzięki ekstraktowi z aloesu oraz olejów z dzikiej róży i jojoba z biologicznych upraw pielęgnują wrażliwe partie oczu i rzęs.
Produkt wegański, bezglutenowy. Nie zawiera środków konserwujących. Nie testowany na zwierzętach.
Sposób użycia: delikatnie przemyć skórę, a następnie spłukać ciepłą wodą. Po użyciu dokładnie zamknąć opakowanie.

Składniki: Aqua (Water), Glycine Soja (Soybean) Oil*, Glycerin, Alcohol*, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate, Parfum (Essential Oil), Sodium Lactate, Rosa Damascena Flower Water*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Xanthan Gum, Rosa Canina Fruit Extract*, Rosa Damascena Flower Extract*, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Sodium Anisate, Sodium Levulinate, Lactic Acid, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, PCA Ethyl Cocoyl Arginate, Linalool, Limonene, Geraniol, Citronellol
* z kontrolowanych biologicznych upraw”
Moja opinia:
Tak jak napisałam na służbowe wyjazdy nie lubię ciągnąć ze sobą gigantycznej kosmetyczki. Mała walizeczka musi wystarczyć. Nie mam z reguły miejsca na dużą ilość kosmetyków. Płatki te kupiłam właśnie po to, aby służyły mi w podróży. I służą. W pudełku takim jak po sporym kremie umieszczono 40 nasączonych bawełnianych płatków.
Płatki są delikatne, cieniutkie. Nie rozwarstwiają się.  Nie puszczają żadnych kłaczków. Są dobrze nasączone, ale nie kapie z nich żaden płyn. Jeden płatek zupełnie wystarcza aby usunąć makijaż oczu. Drugim usuwam makijaż z twarzy. Nie muszę trzeć. Wystarczy przyłożyć płatek i delikatnie przetrzeć.  Skóra po demakijażu jest dobrze oczyszczona i nawilżona. Dodam tylko, że płatki ładnie pachną. Zamknięte w pudełku nie wysychają. Jednym słowem  to dobry produkt do demakijażu.
Kosmetyk posiada certyfikaty: NaTrue, BDIH.
Jak sobie radzicie z demakijażem w podróży? Ograniczacie ilość zabieranych kosmetyków? Znacie takie nasączone płatki do demakijażu?

13 czerwca 2013

Nowości od Lavery

Lavera należy do moich ulubionych marek kosmetycznych.  Jak więc się oprzeć kiedy pojawiły się kosmetyki z napisem „NEU”?


Nie oparłam się. I takim sposobem mam dwie nowości do Lavery.


 
Lavera – Szampon do włosów normalnych z ekstraktem z bio-jabłek


Lavera – Odżywka do włosów normalnych z ekstraktem z bio-jabłek


Nigdy nie przepadałam za zapachem jabłek w kosmetykach. To chyba za sprawą doświadczeń z wczesnego dzieciństwa, kiedy do mycia włosów udawało się zdobyć tylko szampon o nazwie „Zielone jabłuszko”.
Postanowiłam inaczej spojrzeć na jabłka w kosmetykach za sprawą książki „ABC kosmetyki naturalnej”.
Autorka wymienia takie oto właściwości jabłek:
ü  zawiera dużo błonnika i pektyn, które oczyszczają organizm m.in. z trujących substancji
ü  odżywia
ü  odświeża
ü  oczyszcza
ü  wygładza
ü  ujędrnia
ü  nawilża
ü  rozświetla
ü  regeneruje
ü  wzmacnia
 No i jak tu nie sięgnąć po jabłka?
Musiałam.  Na recenzję jeszcze za wcześnie. Mimo, że nie zużyłam poprzedniego szamponu i odżywki  już wypróbowałam jabłkową Laverę. Powiem tyle – zapach zachwyca.  Zamykając oczy mam wrażenie, że wącham kosz zerwanych jabłek w sadzie po deszczu, a nie własne włosy. Na ocenę działania przyjdzie czas.  Moje nowości kupiłam tutaj.
Lavera funkcjonuje już na rynku 25 lat. Uważam, że to gwarancja stabilności, rozwoju, uczciwego podejścia do klienta, a co za tym idzie dobrego produktu. Jest niewiele młodsza ode mnie. Doceniam takie marki .


Te dwa produkty to oczywiście nie koniec nowości.  Wśród nowych produktów znalazł się krem BB, seria dla mężczyzn men-sensitiv,  kosmetyki z bio-wiesiołkiem i masłem shea.  To chyba taki prenezt na urodziny.
Znacie Laverę?
 

11 czerwca 2013

Kosmetyki naturalne, ekologiczne, certyfikowane. Certyfikaty.

Dzisiaj chciałabym Was zaprosić do dyskusji o certyfikatach ekologicznych w odniesieniu do kosmetyków.  Rynek kosmetyków ekologicznych, certyfikowanych, bio, naturalnych i jakich tam jeszcze rośnie w siłę. Chcemy żyć zdrowo.  Wiele aspektów składa się na taki stan rzeczy.  Kosmetyki także. Bardzo łatwo pogubić się w tym naturalnych gąszczu.
Z pomocą przychodzą certyfikaty.  W mojej ocenie jednym z bardziej rozpoznawalnych jest ECOCERT.
 

ECOCERT jest międzynarodowym, niezależnym stowarzyszeniem kontrolującym, działającym w zakresie ochrony środowiska. Jego główna siedziba znajduje się we Francji. Od 2002 roku ECOCERT zajmuje się kontrolowaniem jakości kosmetyków ekologicznych.

Dla celów certyfikacji kosmetyków, ECOCERT wyróżnia dwa rodzaje kosmetyków:
 
1. Kosmetyk naturalny - minimum 95% składników musi być pochodzenia naturalnego, zawiera maksymalnie 5% składników syntetycznych.
 
2. Kosmetyk naturalny i ekologiczny - minimum 95% składników musi być pochodzenia naturalnego oraz przynajmniej 50% surowców naturalnych pochodzi z upraw ekologicznych, zawiera maksymalnie 5% składników syntetycznych.
Dla obu wyżej wymienionych klas kosmetyków obowiązują następujące, wspólne wymagania:
 
ü  zakaz stosowania surowców modyfikowanych genetycznie;
ü  surowce pochodzenia zwierzęcego mogą być uzyskiwane tylko ze zwierząt żywych (np.mleko, miód); zakaz testowania produktu końcowego na zwierzętach;
ü  rezygnacja z syntetycznych substancji zapachowych i barwiących;
ü  zakaz stosowania sztucznych tłuszczy, olejów, silikonów, parafiny i innych substancji uzyskiwanych przy destylacji ropy naftowej;
ü  zakaz stosowania emulgatorów PEG ;
ü  jako konserwanty dozwolone są m. in. następujące substancje: kwas benzoesowy, kwas mrówkowy, kwas sorbinowy, salicylowy i ich sole;
ü  sterylizacja surowców i gotowego kosmetyku w drodze radioaktywnego naświetlania jest niedozwolona.
 
ECOCERT wymaga, aby na każdym certyfikowanym produkcie podana była ilość składników pochodzenia naturalnego oraz ilość składników pochodzących z kontrolowanych upraw ekologicznych.
Niewiele firm może pochwalić się certyfikatem ECOCERT, zwłaszcza że certyfikat przyznawany jest na okres 12 miesięcy. Po upływie tego czasu firma zainteresowana otrzymaniem certyfikatu musi się o niego ponownie starać.
Niby wszystko takie proste.
Ja z tego rozumiem tyle, że jeśli kosmetyk spełnia prawne wymogi to na jego opakowaniu może znajdować się określone logo.  
To charakterystyczne logo nobilituje i zapewnia o pewnych faktach co do kosmetyku.
W dobie mody na to, co naturalne i ekologiczne łatwo wpaść w pułapkę.
Jak każdą  kobietę kuszą mnie nowe produkty i marki.  Aby nie ulec zbyt szybko pokusie zakupów, zwłaszcza jak pojawia się coś nowego, staram się poczytać o firmie, produktach i td.
I oto co znalazłam wśród pięknych opisów na stronie jednej z firm:
„Laboratorium gdzie są produkowane  kosmetyki ….. posiada certyfikaty : …….., ECOCERT oraz …..”
Zdębiałam. Zawsze sądziłam , że certyfikat dotyczy danego kosmetyku.  Z ciekawości sprawdziłam jak to jest z certyfikatem dla trzech linii kosmetykach Laboratorium Ava i dla Flosleku. Certyfikaty widnieją na stronach firm. To rozumiem. Jest się czym chwalić. A co w przypadku tajemniczej firmy? Ja raczej podchodzę z rezerwą.  Nie kuszą już tak bardzo nowości.
 
Co sądzicie o takim podejściu? Celowo nie podaję nazwy firmy. Chodzi mi raczej o pewien mechanizm. Naturalny kosmetyk – certyfikaty – wyższa cena – wyższy zysk.
Cenię proste zasady. Kosmetyk naturalny nie oznacza, że jest to jednocześnie kosmetyk ekologiczny, certyfikowany.
Chcę to wiedzieć i chcę wiedzieć za co płacę. A może to niezły biznes sprzedać naturalny kosmetyk za duże pieniądze? Dla przykładu podam tylko, że Ikarov to marka naturalnych kosmetyków za przystępne pieniądze. Nie pretendują do kosmetyków ekologicznych. To pozytywny przykład.
Ot, takie moje wieczorne wywody. Zapraszam do dyskusji.

9 czerwca 2013

"ABC kosmetyki naturalnej. Tom 1 Owoce"

Mam i ja. Od kilku tygodni natrafiałam na recenzje publikacji o ekologicznych kosmetykach, które można wykonać ze świeżych owoców. Naturalna kosmetyka jest mi wyjątkowo bliska. Nie mogłam więc nie kupić tej książki.

Książka jest starannie wydana. Na lekko żółtawym papierze. Dodaje to jej nostalgicznego charakteru. Otwierając tę książkę czułam się jakbym sięgnęła po babciny poradnik pełen niesamowitych przepisów, rad i wskazówek.

 Autorka podaje ponad 160 przepisów na kosmetyki, które możemy wykonać z owoców. Każdy z owoców został scharakteryzowany pod kątem aktywnych składników. Zamieszczone przepisy na kosmetyki są bardzo proste. Łatwo można je przygotować w domu. Autorka zamieściła w książce ciekawostki na temat roślin oraz szereg dobrych rad. W książce znajdziemy kolorowe fotografie, ryciny.

Sezon owocowy już się zaczął. Warto wzbogacić naturalną pielęgnację w owocowe kosmetyki robione w domu. Jeśli brak nam pomysłów warto sięgnąć po tę książkę. Jest ona pełna inspirujących pomysłów.

4 czerwca 2013

Krem pod prysznic kokos i kwiat tiare So Bio Etic

Jeszcze w ubiegłym roku chwaliłam się Wam jakie to prezenty gwiazdkowe otrzymałam. Wśród kosmetyków były dwa produkty jeszcze wtedy nieznanej mi marki SO Bio Etic. Bardzo mnie ta marka zainteresowała. Nie będę opowiadać Wam o założeniach, które kierują firmą w produkcji kosmetyków. Garść informacji znajdziecie tutaj.
Muszę przyznać, że brzmi to wszystko bardzo rozsądnie.
Tak jak wspomniałam, zostałam obdarowana dwoma kosmetykami. Dzisiaj opowiem Wam o Kremie pod prysznic Kokos i Kwiat Tiare.
 
Dlaczego dostałam żel o takim zapachu? Pewnie dlatego, że w środku zimy zaczęły marzyć mi się wakacje w tropikach. A może to obdarowującego mnie przekonał opis producenta?
„Wybierz się w podróż na Tahiti z kremem pod prysznic Kokos i Kwiat Tiare SO BiO. Pozwól sobie na ucieczkę w ten mleczno-słodki zapach. Kremowy żel, wzbogacony w aloes bio, ma działanie relaksujące i kojące.”
Żeby tylko żel  pod prysznic mógł przenieść w magiczny świat na Tahiti! Byłoby z pewnością cudownie.
 

Skład: Aqua (Water), Ammonium Lauryl Sulfate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoyl Glutamate, Chondrus Crispus (Carrageenan), Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Sodium Chloride, CI 77891 (Titanium Dioxide), Lactic Acid, Benzoic Acid, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Dehydroacetic Acid, Tocopherol, Gardena Tahitensis Flower Extract, Potassium Sorbate.
* z rolnictwa ekologicznego
99% składników jest pochodzenia naturalnego
15% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego.”
 

Moja opinia:
Po żele czy kremy pod prysznic sięgam stosunkowo rzadko.  Najczęściej używam mydła.  Aby powiedzeniu „darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”  stało się zadość otrzymany upominek odłożyłam do szuflady z kosmetykami w kolejce do zużycia ”kiedyś”.  I tak sobie czekał i czekał. Oczywiście krem pod prysznic doczekał się swojej kolejki.  Mnie dopadło zaś totalne oczarowanie. Przede wszystkim zapachem. Kokos i tiare tworzą niezapomniany duet. Oczywiście przysłowiowemu koniowi zajrzałam w zęby.
 
 
W tym przypadku uważnie przyjrzałam się składowi. We mnie nie budzi zastrzeżeń. Łagodny środek myjący, wyciąg z aloesu, olej kokosowy, wyciąg z kwiatów gardenii. 
 
 
Przemawia do mnie także opakowanie. Jest funkcjonalne. Do tego ciekawa szata graficzna. I już wiemy gdzie leży Tahiti (to dla spragnionych podróży).
 
 
Żel, tak jak obiecano, ma kremową konsystencję. Jest gęsty. Wystarczy naprawdę niewiele nałożyć na mokre ciało, aby zwyczajnie się umyć, a przy tym chłonąć tę słodką, upojną woń rajskich wysp. Dobrze się pieni. Łatwo zmywa. Nie wysusza skóry. Spodobał mi się ten żel. 
 
 
Szkoda, że tylko w marzeniach mogę zaznać słodkiego lenistwa z jakim kojarzy mi się Tahiti, kokosy i kwiaty tiare. Coś czuję, że nastąpi u mnie etap odłożenia mydeł. Jeśli chodzi o żele pod prysznic SO Bio Etic jest w czym wybierać. Następnym razem może wybiorę się do Bombaju. Albo nie. Do Andaluzji.  A może jednak Madagaskar? Nie. Marakesz. Czas pokaże jaką wybiorę podróż… podróż z SO Bio Etic.
Znacie markę SO Bio Etic? Wolicie mydło czy żel pod prysznic? Macie podróżnicze skojarzenia z zapachami mydeł czy żeli pod prysznic.
 
 

2 czerwca 2013

Effitan Alva - spray przeciw ukąszeniom komarów

Lato to czas komarów. Mnie niestety te owady uwielbiają.  Potrafią w koszmar zamienić każdy spacer, każdą rowerową przejażdżkę.  O śladach po ich ukąszeniach nawet nie wspominam.  Wyjątkowo źle reaguję na komary.  Każdego roku zastanawiam się jak z nimi walczyć. W tym roku sięgnęłam po Effitan marki Alva.
 
O środku na komary przeczytamy:
„Effitan jest to środek, który skutecznie chroni przed komarami, kleszczami i muchami końskimi do 8 godzin. Aktywne składniki zawarte w tym produkcie są pochodzenia roślinnego. Produkt nadaje się do stosowania dla dzieci powyżej 2 lat.
Sposób użycia: Wstrząsnąć przed rozpylaniem. Nanieść na części ciała narażone na ukąszenie owadów. Powtórzyć czynność po 8 godzinach lub wcześniej. 
UWAGA! Nie wolno rozpylać na części ciała, które mogą być wkładane do ust. Unikać kontaktu z oczami.
Składniki: Aqua, Cocos Nucifera, p-Menthan-3,8-diol (pozyskiwany z olejku eukaliptusowego), Ricinus Communis, Cetearyl Alcohol, Decyl Glucoside, Cetearyl Glucoside, Aloe Vera, Lauric Acid, Sodium Tartrate, Cymbopogon Schoenanthus, Tartaric Acid, Potassium Sorbate.
 98,88% wszystkich składników pochodzenia naturalnego
82,7% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.”

Moja opinia:
Tak jak wspomniałam walka z komarami to dla mnie wyzwanie. Lubią mnie. Należę do tych osób, które komar wybierze, nawet gdyby w pobliżu była setka innych osób. Ukąszenie zawsze mam zapewnione.  Po ukąszeniach pozostają mi na długo obrzęki. Muszę się chronić skutecznie. Nie zbyt wielu naturalnych preparatów do ochrony przed ukąszeniami komarów. 
 
Kupiłam to co było. Preparat ma formę sprayu. Pachnie trawą cytrynową i eukaliptusem.  Zapach jest intensywny. Ziołowy. Preparat łatwo aplikuje się do na skórę. Psik, psik i gotowe. Na skórze nie pozostawia tłustego filmu. Jako, że to środek specjalnego zastosowania o silnym zapachu wyklucza zastosowanie perfum.  Kiedy pierwszy raz zastosowałam ten spray przed wyjściem na wieczorny spacer, czułam się niczym królowa komarów. Obłok krążył nade mną, ale żaden nie zdecydował się mnie ugryźć. Trzy godziny było spokojnie. Po tym czasie wyjątkowo  zdesperowane osobniki jednak decydowały się na atak. Ten preparat nie zabezpiecza na 8 godzin. Muszę przyznać, że nawet na to nie liczyłam. Dobrze, że w ogóle na czas jakiś chroni przed komarami. Nie wiem czy preparat ten zabezpiecza przed kleszczami. Raczej nie szukam z nimi kontaktu. Końskie muchy także nie są mi znane. I niech tak pozostanie.  Oceniam ten preparat bardzo wysoko. Nie chcę nakładać na siebie chemicznych środków do ochrony przed komarami. Ten preparat zawiera w 98,88 % składniki naturalne.  I jeszcze jedno: mogą go używać dzieci powyżej 2 roku życia.
Macie sposoby na to, aby nie gryzły Was komary?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...