Dla Was piszę

1 stycznia 2015

Zamiast życzeń



Ludwik Jerzy Kern - Bajka o starym i nowym roku

O jednej porze,
Raz do roku,
W zimowej nocy ciemnym mroku,
Gdzieś,
Gdzie nie sięga ludzki wzrok,
Schodzi się z rokiem rok.

Jeden jest wielki,
Z siwą brodą,
Drugi jest mały,
Z buzią młodą,
Czyli, by rzec innymi słowy:
Jeden jest Stary,
Drugi Nowy.

Gwiazdy, jak świeczki lśnią na niebie,
A oni stoją obok siebie.
Coś sobie mówią, patrząc w oczy,
Ale nikt nie wie, o czym.

Potem w ciemności słychać kroki...
To się rozchodzą oba roki.
W całkiem przeciwne idą strony.
Stary, znużony i zmęczony,
Nowy, o jasnych, złotych lokach,
Wesoło sobie mknie w podskokach.

Po chwili
Cichnie odgłos kroków
W zimowej nocy ciemnym mroku,
Gwiazda za gwiazdą w górze gaśnie
I robi się na świecie jaśniej,
I znika czarnej nocy cień,
I wstaje nowy, jasny dzień,
I budzisz się, przecierasz wzrok,

I witasz - Nowy Rok.

25 grudnia 2014

Owocowe herbatki Lebensbaum

Atmosferę świąt tworzą wyjątkowe zapachy. Mimo, że jestem kawoszem nie stronię od dobrych owocowych i ziołowych herbat. Na zimowy czas wybrałam dwie mieszanki herbat Lebensbaum.


Klasyczna owocowa herbata składa się z suszonych jabłek, hibiskusa , skórki pomarańczy i cytryny oraz czerwonego buraka.


„Jabłko i hibiskus stanowią bazę herbatki, ukoronowanej nutami pomarańczy i cytryny. Wspaniały, wyrazisty, owocowy smak i głęboki kolor czerwieni sprawiają, że codzienna filiżanka herbaty staje się przyjemnością dla zmysłów. Harmonijna kompozycja pochodzących z kontrolowanych upraw biologicznych owoców jest odpowiednia zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Odświeża i rozgrzewa.”


Druga z zimowych owocowych herbatek – Dla Łasuchów – to połączenie jabłek, malin, dzikiej róży, bzu czarnego, truskawek i jeżyn.


„Mieszanka, będąca połączeniem ulubionych przez dzieci słodkich jabłek, malin, truskawek i jeżyn, które nadają jej po zaparzeniu głęboką, pomarańczowo-czerwoną barwę. Tak dobra i smaczna, że nie będzie konieczne podawanie deseru po posiłku.”


Obie wspaniałe. Ich walorem jest to że w 100 % pochodzą z Natury. Żadnych dodatków smakowych, żadnych sztucznych aromatów.  Wszystko pochodzi z upraw biologicznych.


Filiżanka takiej herbaty uprzyjemnia zimowy czas.  Moje herbatki kupiłam w Green Line.

 A u Was? Kawa czy herbata? Jakie lubicie?


24 grudnia 2014

Wszystkim moim Czytelnikom 
wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia!




Łucja z Agulkowego Pola 

20 grudnia 2014

Subiektywnie o zapachach - Drzewo Sandałowe Ashleigh&Burwood

Dobra lektura, pachnący dom to drobiazgi składające się na urodę życia, tego codziennego. Ten przedświąteczny klimat jest szczególnie ważny. Nie chcę ulegać wszechobecnemu szaleństwu. Z nadchodzących świąt chcę mieć to co najważniejsze, obecność drugiego człowieka. Na różne sposoby w moim domu kreuję świąteczny czas. Pisałam Wam o odkryciu pachnącej lampy (klik).
Czas Bożego Narodzenia to czas orientalnych zapachów. Patrzymy przecież na Wschód, wypatrujemy gwiazdy nad Betlejem. Klimat Bliskiego Wschodu oddaje zapach o nazwie Drzewo sandałowe.


Zapach jest mocno drzewny. Jego podstawę stanowi zapach drewna sandałowego. Jest to łagodny i przyjemny aromat. Woń wzmocniono ambrą oraz migdałem. Gdzieś w oddali wiruje wanilia, piżmo, słodkie figi. Całość jest ciepła, aczkolwiek zdecydowana.  W sam raz na zimowe wieczory. Tuli i ogrzewa zziębniętą duszę. Opowiedzcie jakimi zapachami tworzycie nastrój.



19 grudnia 2014

"Kroniki anielskie" Vladimir Volkoff

Postanowiłam, że już do świąt nie będzie kosmetycznych notek. Zostało tylko kilka dni. Na ulicach ludzi ogarnęło czyste szaleństwo. Z roku na rok coraz większy pęd. I po co to wszystko? Czy nie zatracamy tego co najważniejsze w świętowaniu Bożego Narodzenia?
Aby oderwać siebie od tego szaleństwa postanowiłam ponownie sięgnąć po przeczytaną kilka lat temu książkę Vladimira Volkoffa pt. „Kroniki anielskie”.


Wydawca tak pisze:
„Kroniki anielskie to opowieść o dwunastu misjach Boskich posłańców w różnych miejscach i czasach – od zniszczenia Sodomy poczynając, a na próbie zbawienia Lenina kończąc. Jeden z funkcjonariuszy anielskich zostaje obarczony zadaniem wyszukania kandydatki na Matkę Syna Bożego. Inny próbuje uchronić Judasza od podszeptów „Tego Drugiego”. Jednak aniołowie nie zawsze wywiązują się ze swoich zadań.
Ze znawstwem tematu autor opisuje aniołów jako „służby specjalne Boga”. Kiedy w Stworzeniu zaczyna coś szwankować, anielska gwardia zostaje wysłana na ziemię. Pragnąc za wszelką ceną doprowadzić ludzi do zbawienia, sięga po niekonwencjonalne metody.
Odkrywając nowe obszary szpiegowskiej metafizyki, Volkoff jeszcze raz dowodzi, że jest pisarzem wybitnym, przed którym żadne tajne służby nie mają tajemnic.”

Wybrałam jeden z fragmentów:



Lubię prozę Volkoffa. Przeczytałam wszystko co ukazało się nakładem naszych wydawnictw. Thrillery szpiegowskie takie jak Montaż, Gość papieża, Carskie sieroty, Spisek czy Werbunek nie mają sobie równych. Mnie, mimo powagi tematów, urzekła lekkość pióra Volkoffa. Czyż nie czyta się zaprezentowanych wyżej słów z niekłamaną przyjemnością?
Każde słowo kolejnych powieści czytałam z wielką przyjemnością. 
"Kroniki anielskie" niczym nie ustępują wymienionym tytułom. Szpiegowska metafizyka. Może tego anielskiego pierwiastka nam brak? Anioły skutecznie oderwały mnie od przedświątecznej gonitwy. Nie żałuję czasu spędzonego z książką. A Wam temat "anielskich służb specjalnych"  zostawiam pod rozwagę. A może znacie prozę Volkoffa? Podzielcie się swoimi przemyśleniami.

Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na prezent dla jakiejś osoby – może proza Volkoffa okaże się strzałem w dziesiątkę?


15 grudnia 2014

Podkład jasny Avril

Byłyście może w Paryżu w kwietniu? Skwery i parki zachwycają świeżą zielenią. I słońce cieplejsze niż u nas. Nie sposób nie zakochać się w takim Paryżu. Ale dlaczego piszę w grudniu o Paryżu w kwietniu? Wszystko się wyjaśni pod koniec tej notki.
Już dość dawno temu namówiła mnie Pani Alina z DamaBio do przetestowania podkładu marki Avril.


Zupełnie nie znałam marki Avril. Ta francuska firma działająca od 2012 roku oferuje szeroką gamę kosmetyków do makijażu, pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Kosmetyki wykorzystują m.in moc olejków naturalnych, posiadają delikatne, subtelne zapachy. Ważna w kosmetykach Avril jest cena przyjazna dla konsumenta.

O podkładzie przeczytamy:
„Certyfikowany, organiczny podkład wyrównuje koloryt skóry, niweluje niedoskonałości i wygładza skórę. Równocześnie pozwala skórze oddychać.
Formuła z organicznym olejkiem jojoba odżywia i nawilża skórę.
·         z organicznym olejkiem jojoba
·         świeży zapach delikatnego pudru
·         jak Twoja druga skóra

Skład: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl Carbonate, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Glycerin, Glyceryl Stearate, Alcohol, Lauryl Laurate, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Microcrystalline Cellulose, Benzyl Alcohol, Sodium Stearoyl Glutamate, Helianthus Annuus Seed Oil, Glyceryl Caprylate, Xanthan Gum, Parfum, Medicago Sativa Extract*, Silica, Tocopherol, Cellulose Gum, Dehydroacetic Acid, Sodium Phytate, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Dendrobium Phalaenopsis Flower Extract, Citric Acid, Soduim Hydroxide, +/- CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77891.”


Moja opinia:
Od lat używam podkładów Lavery. Nawet nie sądziłam, że wypróbuję coś innego. Przyzwyczajenie i przewidywalne efekt robią swoje. Podkład Avril został więc poddany ciężkiej próbie. Zamknięty jest w czarnej tubce z ciekawą grafiką na opakowaniu. Ja przyzwyczaiłam się do opakowań typu airles. Uważam, że pompka to najlepsze rozwiązanie. Podkład bardzo mnie zaskoczył. Ma dość płynną konsystencję, niespotykaną wśród podkładów. Niczym mleczko. Trzeba bardzo uważać, aby nie wylać zbyt dużo. Taka konsystencja dobrze się jednak rozprowadza. Nie tworzy smug. Koloryt cery zostaje wyrównany. Nie tworzy efektu maski. Podkład wpija się w skórę. Jest średnio kryjący. Pachnie bardzo delikatnie. Pudrowo. Sypki puder dobrze współgra z tym podkładem. Ja wybrałam odcień clair. To taka porcelana dla jasnych karnacji. Podkład dobrze się spisuje. Lavera zyskała groźnego konkurenta.



O jeszcze jednej kwestii muszę wspomnieć. Jest to kosmetyk certyfikowany przez Ecocert.
98,98 % składników jest pochodzenia naturalnego, 12,47 % pochodzi z rolnictwa ekologicznego.
Za taki podkład o pojemności 30 ml trzeba obecnie zapłacić 31,50 zł. Warto. Kosmetyki marki Avril najdziecie w DamaBio (klik).


A o co chodzi z tym kwietniem i Paryżem? Avril to kwiecień. Wyjątkowy miesiąc. W Paryżu skwery i parki budzą się do życia. Zachwycają świeżą wiosenną zielenią, zroszoną wiosennym deszczem. Efekt świeżej cery daje właśnie ten podkład. Myślę, że twórcom marki właśnie o to chodziło, aby kobiety używające tych kosmetyków były po prostu piękne. Jak Paryż wiosną. Miałyście już styczność z marką Avril? Jakie macie ulubione podkłady? Za co je cenicie?

13 grudnia 2014

"Witaminy. Mój sposób na zdrowie" Beata Peszko


Już kiedyś pisałam Wam, że staram się żyć w zgodzie z naturą. Przekłada się to na różne dziedziny mojego życia. Nie tylko kosmetyki mają być zdrowe. Leki i suplementy także. Brzmi szokująco?
Dzisiaj chcę Wam przedstawić książkę, na którą trafiłam przypadkowo, a która stała się dla mnie fascynującą lekturą. Książka ta to: „Witaminy. Mój sposób na zdrowie.” Beaty Peszko.


Nota wydawcy:
„Książka Beaty Peszko jest fascynującą lekturą. Autorka systematycznie omawia poszczególne witaminy, zapotrzebowanie na nie, ich rolę w organizmie oraz objawy niedoboru, zaczynając od odkrycia witamin przez Kazimierza Funka w 1911 roku aż do współczesności. Porównuje ona witaminy naturalne do syntetycznych, podkreślając zalety tych pierwszych i wskazując ich źródła. Nie pomija również zagrożeń ze strony zaburzeń równowagi kwasowo-zasadowej i chorób z tym związanych w wielu układach organizmów (przewód pokarmowy, układ sercowo- naczyniowy, choroby metaboliczne, choroby mięśni i stawów, choroby skóry, stwardnienie rozsiane, choroba nowotworowa).”


O witaminach miałam jako takie wyobrażenie. Lektura książki Beaty Peszko usystematyzowała moją wiedzę. Autorka na wiele spraw otworzyła mi oczy. Oto fragment książki, który mną wstrząsnął. Przeczytajcie bardzo uważnie.


Muszę przyznać, że nie miałam pojęcia na temat produkcji syntetycznych witamin.

I jeszcze jeden cytat: „ Sztuczna wit. C nie uodparnia, ponieważ nie posiada tych wszystkich walorów, które charakteryzują wit. C pochodzenia roślinnego.
W przypadku reumatyzmu zaostrza w sposób ewidentny przebieg choroby i utrudnia leczenie.
…
Syntetyczna wit.C niszczy B2 oraz zaburza proces wytwarzania insuliny, zwiększa zawartość cukru w moczu i krwi.”

To tylko próbka treści tej książki.
Wstrząsający jest rozdział na temat cholesterolu. 
Autorka jest absolwentką Wydziału Farmacji gdańskiej Akademii Medycznej.  Do tematu podeszła nie tylko profesjonalnie od strony naukowej, ale także praktycznie. Od wielu lat bowiem zmaga się z nieuleczalną chorobą jaką jest SM. Czyż trzeba o lepszą rekomendację?

Polecam  tę lektura każdemu, komu zależy na własnym zdrowiu. Musicie ją przecytać.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...